środa, 21 sierpnia 2013

Od Stevie Rea do...

Siedziałam na walizce, uparcie wpatrując się w zegar. Dwudziesta druga, zero osiem. Nie wiem, ile miałam czekać na ten... pociąg.
Spokojnie Stevie, udało ci się nie zakląć, a to już jakiś postęp. Jeszcze tylko rzucę palenie...Przewróciłam oczami na samą myśl o rzuceniu palenia.
- Hej ślicznotko - usłyszałam za sobą pijacki bełkot
- Spadaj - powiedziałam zapalając trzecią fajkę w ciągu dwudziestu minut.
- Ej no... nie bądź taka niemiła - usiadł obok mnie prawie zrzucając mój niezgrabny tyłek z walizki
- Wyjazd - wrzasnęłam - bo dopiero zacznę być niemiła - dodałam spokojnie wciągając w płuca dym
Miałam olać gościa. W sumie nic mi nie robi, a jest tak upity, że w razie czego mogłam sobie z nim poradzić. Ale gdy położył mi dłoń na kolanie, nie wytrzymałam i trzasnęłam go w twarz. Facet spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Czyżby nagle otrzeźwiał? Złapał mnie za nadgarstek.
- Puszczaj - warknęłam
Nagle mężczyzna upadł na ziemię.
- Ta pani powiedziała żebyś ją puścił. Nie słyszysz? - powiedział mój wybawca, tymczasem oprawca (hahh xd) czołgając się opuścił peron. - Nic ci nie jest? - spytał kolejny potencjalny gwałciciel siadając na wolnej części walizki
- Jak widzisz umieram - mruknęłam przykładając papierosa do ust
(Hah  Kto CD?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytelnicy